Zdjęcie: Brian McGowan / Unsplash
Elon Musk ogłosił, że lądowanie ludzi na Marsie planowane jest już za około pięć do siedmiu lat. NASA liczy na znacznie dłuższy czas — i ma na to konkretne powody.
Założyciel SpaceX skomentował wypowiedzi szefa NASA, który znacznie ostrożniej szacował harmonogram pierwszej załogowej misji na Czerwoną Planetę. Podczas gdy Musk mówi o perspektywie od pięciu do siedmiu lat, NASA zakłada okres 10–15 lat po planowanym lądowaniu astronautów na Księżycu w 2028 roku.
Dlaczego NASA chce zwolnić tempo?
Różnica nie bierze się znikąd. Szef NASA podkreślił, że realizacja marsjańskiego programu załogowego wymaga rozwoju nowych technologii, zwłaszcza jądrowych układów napędowych. To kluczowy element, który wymaga czasu na dopracowanie, testy i walidację. NASA podchodzi do tematu inżynieryjnie i ostrożnie, a nie jak startup liczący na szybki sukces.
Musk z kolei stawia na znacznie bardziej optymistyczny scenariusz. Jego zdaniem ludzkość może dotrzeć na Marsa zdecydowanie szybciej i nie powinna odkładać misji w nieskończoność w oczekiwaniu na pełne gwarancje bezpieczeństwa.
Starship ma plan: najpierw misje bezzałogowe
Obecny harmonogram SpaceX wpisuje się w te zapowiedzi. Według planów firmy bezzałogowe misje towarowe na Marsa mogą ruszyć najwcześniej w 2028 roku. Będzie to etap przygotowawczy — dostarczenie niezbędnego sprzętu przed przybyciem astronautów.
Niedawno opublikowane nagranie z drona uchwyciło Starshipa zaraz po locie próbnym IFT-13 z 24 lipca 2026 roku, pokazując pojazd w akcji i dowodząc, że to realny środek transportu, a nie tylko koncepcja na papierze.
Odmienne wizje Muska i NASA wynikają z różnego podejścia do ryzyka oraz horyzontu czasowego. Obie strony dążą do tego samego celu, jednak przyjęły zupełnie inne założenia i tempo prac.