Problem nie ma jednego źródła… W moim miescie były 2 dobrze prosperujące kina. Jako nastolatek byłem w kinie raz na tydzień – dwa tygodnie a nie mniej niż, co najmniej raz w miesiącu. Dodam, ze czasy były inne, bo to było ponad ćwierć wieku temu 😉
A dzisiaj? Kina nie ma żadnego – już od wielu lat, jakaś namiastka czasem jest z projektora tylko podobno w tzw. domu kultury – sali teatru miejskiego 😉
Kiedy byłem w kinie? Dwa lata temu? I nie chodzi o pieniądze za bilet. Chodzi o czas. Te nowoczesne kina z tysiącem sal, są tylko poza prowincją – że tak sę wyrażę 😉 Musze do kina dojechać i wrócić (autem 2,5-3 godziny jeśli nie tracę czasu na nic innego), o komunikacji innej nawert nie wspominam, bo ukulturalnienie się w świątyni X muzy to cały dzień stracony – na co w dzisiejszych czasach może tylkoi celebryci, którym płacą za pokazywanie się na seansie filmowym – mogą sobie pozwolić. DVD? Owszem. Da się strawić. Jednak tu już inne aspekty wchodzą – jeśli już siedzę w domu to po co płacić (to mniej niż bilet na 2 osoby zwykle a leży do obejrzenia do śmierci – widza albo nośnika) skoro można mieć za rarmo? Do tego nie każdy ma nawet najprostszy odtwarzacz z „efektami” kina domowego, a na uniwersalny czytnik płyt podłączony do telewizora każdego raczej stać, nie mówiąc o komputerze, który jest niemal w każdym domu.