Ta oferta z blokadą transferu po wyczerpaniu limitu jest ucieczką operatora od pierwotnych pakietów roamingu danych, naprawdę bezkonkurencyjnych, które zaoferował na powitanie sieci T-Mobile w PL w miejsce Ery. Dlaczego ucieczką? Otóż tamte pakiety miały 'lejki’, a lejki w UE zachodniej nie są tak tragiczne jak lejki w Polsce. Tam bowiem, po wyczerpaniu pakietu internet zwalnia jedynie do 64 kb/s, trzymając tej prędkości, a w PL dają lejek aż do 16 kb/s, ale to czysta teoria, gdyż w praktyce transfer się sączy z powolnością rzędu paru kb/s. Przy polskim lejku niemal z niczego się nie skorzysta online, prawie żadna strona www się nie otworzy, a przy zachodnim – spoko! Czujecie teraz bluesa? Dotychczas, przekraczając limit pakietu danych w roamingu nie było tragedii, bo przy prędkości 64 kb/s otwiera się każda strona www, poczta email, można też ściągać i ładować załączniki, choć znacznie wolniej. Każdy, kto tego doświadczył, stwierdzał, że na potrzeby urlopowe za granicą to wystarcza, by pozostawać online i nie dokupował kolejnego pakietu, gdy jeden się skończył. Mobilna konsumpcja danych przez klientów T-Mobile PL będących w roamingu zagranicznym generowała polskiemu operatorowi przy tak łaskawym lejku koszty, których w myśl warunków oferty nie mógł żądać od tych klientów. Cóż zatem pozostało? Wyskoczyć z 'nową’ ofertą, w której nie ma już lejków, a pełna blokada transferu po wyczerpaniu wykupionego limitu! Proste? Proste, a w zamian przedłużono nieco ważność tych pakietów, aby wyglądały na korzystniejsze niż były. Oczywiście Ti-Mobajlowe pakiety danych roamingowych nadal są bezkonkurencyjnie korzystne, ale… To 'ale’ opisałem powyżej dość szczegółowo.