A może Brytyjczycy są bystrzejsi niż Polacy i nie przyznają się do pobierania ebooków? A może to kwestia zarobków? Koordynatorka ds. marketingu na pewno sporo zarabia więc jej zdaniem ebookie nie są takie drogie. Przecież to aż śmieszne. A co ma powiedzieć student uczelni technicznej który musi kupić książki np. wydawnictwa Helion czy APN Promise, gdzie średnio licząc książka kosztuje min 100zł? A są i takie które kosztują i po kilkaset. Dodajmy do tego, że prawdziwą „analogową” książkę trzeba wydrukować złożyć. Czyli ma znaczenie to czy wydrukujemy 10 książek lub 100 książek. A cyfrową kopię można jednym kliknięciem powielić w dowolnej liczbie egzemplarzy i żądać za każdą kopię pełnej ceny. Dlatego ebook nie powinien kosztować więcej niż 40% ceny papierowej książki. Skoro więc autor ma być wynagradzany adekwatnie do swojego trudu (co jest oczywiste) to zysk ze sprzedaży ebooków powinien trafiać w 100% do autora. Marketingowcy to dziwne stworzenia, chcieli by zarabiać na jednej rzeczy kilka razy. Jak ktoś nie kupuj książek a je wypożycza lub robi z nich notatki na zajęcia to też jest piratem?