Dla mnie cała sytuacja przypomina żywcem miniony system totalitarny. Dialogu pomiędzy zarządem a pracownikami po prostu ZERO. Istnieje tylko jedna słuszna prawda – pomysły z centrali są super, a konsultanci leniwi. Po jednej stronie Zjednoczona Partia T-Mobile, stojąca na straży tej prawdy, po drugiej wrogowie ludu. I widzisz człowieku, że król jest nagi – że jak przez www telefon jest po 9zł, a u ciebie po 900zł, to z jakiej paki ktoś miałby u ciebie kupować? Widzisz, że jak siedzisz na CTI, to nie pracujesz i nie wyrabiasz planu. Widzisz, że jak nikt nie odbiera telefonów na hotline, to przyjdą do ciebie i będą siedzieli godzinę z pierdołami. Widzisz, że pomimo ogólnego trendu spadkowego na rynku abonamentów, dowalili ci największe w historii plany. Mówisz im: ej, słuchajcie! mam do pakowania serwisy, mam do tłumaczenia faktury billingowe, mam do napisania samokrytykę do kier. mikro – opanujcie się! A oni nic… Aparatczycy Zjednoczonej Partii T-Mobile powtarzają ci swoja mantrę, którą nakazali im powtarzać pod groźbą utraty pracy główni ideolodzy z centrali: że się zwolnij jak się nie podoba, że Ziutek z innego sklepu to jakoś mógł, a Ty nie możesz, że wszystko co mówisz to wymówki, że taki jeden mega-guru to uważa, że „nie istnieją w życiu rzeczy niemożliwe”, że zastanów się nad sobą itd… Woda z mózgu… Zaczynasz się zastanawiać, czy Ziemia czasem nie jest płaska a woda sucha. I widzisz całą historię tej firmy. I pamiętasz jak pracowało ci się ciężko, ale w głębi serca wiedziałaś, że dasz radę, bo to wszystko mieściło się jeszcze w granicy logiki. I dawałaś radę, i dostawałaś normalną kasę. A teraz?… Orwell k….wa! Twoi przełożeni, którzy przez ostatnie dwa lata byli przyjaźnie do Ciebie nastawionymi ludźmi, przerodzili się w jakichś wściekłych napastników. Skończyły się dobre relacje, skończyła normalna komunikacja. Pozostaje tylko wylać się totalnie na te niemożliwe do wykonania obowiązki i siedzieć dopóki cię nie wywalą. Smutna jest tylko świadomość, że wodzowie partii doskonale o tym wiedzą. Powiem wam, że jak widzę gęby tych PRowo (tylko i wyłącznie PRowo) kompetentnych narcyzów, to aż mi na wymioty zbiera. Czy istnieje jakieś dno w bezczelności i powtarzaniu kłamstw? Chciałabym doczekać dnia, w którym przeczytam, że Partia serdecznie podziękowała im za członkostwo.