Ja również dostałem pismo 7 stycznia, że jestem winny firmie prawie 1700 zł za drugie półrocze 2011 roku, mimo iż od września 2011 roku nie jestem już na szczęście pracownikiem tego pierdolniku. Jeszcze rozwalił mnie tekst, że te pieniądze nigdy nie były moją własnością i nigdy mi się nie należały. Jak niby mam sprawdzić prawdziwość tego wyliczenia? Oczywiście spotkamy się w sądzie, jestem po konsultacji z prawnikiem, który zapewnil mnie, że wszystkie argumenty są po mojej stronie. Sytuacja byłaby taka sama w momencie kiedy byłbym pracownikiem firmy, także niestety drodzy konsultanci, którzy zgodzili się na rekalkulację, zostaliście za przeproszeniem wydymani bez wazeliny przez magentowy burdel. Finansujecie kolejną wycieczkę zarządu na Dominikanę, lub w inne ciepłe kraje.
Ponad to, takie spostrzeżenie po uwolnieniu, T nie tylko jako pracodawca, ale i operator jest dnem. Fakt jest taki, ze konkurencja uciekła już dawno i z takim podejściem raczej prędko jej nie dogoni, o ile w ogóle jest to możliwe. Pozostało kręcić następne żenujące reklamy w stylu mywallet.