Miałem ostatnio następujące zdarzenie: pędzę A12 do Berlina, gdzie ekipa wykonawcy już dotarła, by kontynuować montaż, a tu mi klient-inwestor dzwoni i bierze na spytki, że fragment upiększonego wykończenia niezgodny z moim projektem jako załącznikiem umowy itd. Tłumaczę chłopu, że jadę małym auteczkiem ca. 160 km/h, którym podmuchy wiatru lekko rzucają, będę za pół godzinki, chcę jechać w spokoju, proszę o chwilkę cierpliwości – a ten NIE! Jakby nie docierało, opowiada szczegóły swych wątpliwości, choć prostakiem nie jest, lecz inż.-ym architektem. Przerywam grzecznie, lecz stanowczo i pytam: czy mam zjechać na najbliższy parking lub stanąć przy telefonie alarmowym na awaryjkach, aby omówić te kwestie, lecz opóźnię przybycie, czy przerywamy rozmowę, docieram za niecałe 30 minut i uzgadniamy do woli. Odpowiada, bym jechał, po czym swoje, nawija mi dalej. Powiedziałem wówczas: panie Zahnschmerz, włączam nagranie naszej rozmowy i niech pan opowiada. Ja się skupiam, by bezpiecznie dojechać. Dopiero wtedy zrozumiał i życzył dobrej jazdy.