Zdjęcie: Igor Omilaev / Unsplash
LinkedIn dał swoim użytkownikom narzędzie do walki z zalewem bezmyślnie generowanych tekstów. Nowy przycisk umożliwia zgłaszanie publikacji, które są AI-śmieciem.
W panelu reakcji pod postami pojawił się nowy element: „Seems like AI slop” (Wygląda na AI-śmieć). Za jego pomocą użytkownicy mogą oznaczyć podejrzaną zawartość i ukryć ją ze swojej osi czasu. To prosty sposób na odfiltrowanie treści tworzonych masowo przez algorytmy.
Jednocześnie LinkedIn wzmacnia swoje wewnętrzne systemy. Platforma wdrożyła klasyfikatory do automatycznego rozpoznawania tekstów wygenerowanych oraz wpisów niskiej jakości. Zdecydowano się także na rezygnację z funkcji automatycznego „ulepszania” postów przy pomocy AI. Jej miejsce zajmie narzędzie do sprawdzania gramatyki, które — jak wyjaśnił Harri Srinivasan, kierownik produktu w LinkedIn — sprawdza słowa, ale nie ingeruje w styl autora.
Połowa postów to dzieło maszyn
Ruch LinkedIna nie bierze się znikąd. Analitycy z platformy Pangram ujawnili niepokojące dane: wśród dłuższych publikacji prawie połowa pochodzi z algorytmów. Dokładnie 55,2% stanowią wpisy napisane w pełni przez ludzi, 4,3% powstało ze wsparciem AI, a reszta została w całości wygenerowana. W przypadku krótkich postów (od 50 do 250 znaków) sytuacja wygląda podobnie — około 30% z nich to treści stworzone przez sztuczną inteligencję.
Badacze zwracają uwagę na ciekawy trend: użytkownicy chętnie sięgają po AI w zawodowym środowisku LinkedIna, natomiast o wiele rzadziej robią to na platformach nieoficjalnych czy anonimowych.
„Wbrew oczekiwaniom, ludzie w przeważającej większości gotowi są używać AI do wyrażania swoich myśli w środowisku zawodowym i znacznie rzadziej sięgają po nie na nieformalnych i anonimowych platformach” — wskazują autorzy badania.